Wakacyjny rejs LOFOTY 2023

Relacja z rejsu po Lofotach – lipiec 2023

 

Zaokrętowanie: Bodo

Wyokrętowanie: Tromso

” Za nami kolejny fantastyczny rejs po przepięknych Lofotach. Przez tydzień przepłynęliśmy 268 nm w 61 godzin. To bardzo przyzwoity staż morski, połączony z pieszymi wycieczkami, podziwianiem pięknych widoków i łowieniem ryb.

Wyszliśmy z Bodo o północy. Po nocnej (?) żegludze ……. jak nazwać żeglowanie przez całą noc, kiedy słońce w ogóle nie zachodzi? :) . No więc – przez całą słoneczną noc, pokonaliśmy 50 nm, dzielące nas od Reine.

Ale zanim zatrzymaliśmy się w zjawiskowym Reine, wpłynęliśmy na chwilę do małego klimatycznego portu Sorvagen. To idealne miejsce na pieszą wycieczkę do miasteczka „A”. To nie tylko najkrótsza nazwa na świecie, ale i stary rybacki port. Dzisiaj to atrakcja turystyczna z muzeami i sklepami. Jest też piekarnia serwująca lokalne wypieki i sklep z pamiątkami.

Po spacerze do „A” przyszedł czas na Reine. Jak twierdzą wszystkie lokalne przewodniki, to stamtąd rozpościera się najpiękniejszy widok na całych Lofotach. Fakt, widoki są nieziemskie… ale, żeby je zobaczyć, trzeba najpierw pokonać 1900 kamiennych schodów zbudowanych przez sherpów. Wbrew obawom części załogi, nie było to jednak trudne podejście, pokonują je rodziny z dziećmi i osoby starsze. My też daliśmy radę. Widok rzeczywiście rekompensuje wszelkie trudy.

Zapomniałbym wspomnieć o naszych doskonałych połowach –  niewiele myśląc zatrzymaliśmy się kilka mil przed Reine na zaledwie 20 minut i złowiliśmy kilka kilo dorszy na kolację.
Łowienie ryb na Lofotach jest całkiem proste i przyjemne. Trzeba się zatrzymać w miejscu, gdzie pod jachtem znajduje się uskok, najlepiej na 25-35 m głębokości i zarzucić wędkę. A potem ją wyciągnąć. Najczęściej z rybą lub kilkoma :)

We wtorek pożeglowaliśmy do Henningsvaer, moim zdaniem najładniejszej miejscowości na Lofotach. Oczywiście złowiliśmy ryby na kolację, a po zaparkowaniu w Marinie znowu poszliśmy w góry :)
To była wymagająca wycieczka ale, jak to na Lofotach , od widoków trudno było oderwać oczy. Dodatkową atrakcją może być kąpiel w górskim stawie.
Po powrocie z gór chętni mogli zrelaksować się w saunie, mieszczącej się w pobliskim hotelu, a także zrobić zakupy w sklepach z pamiątkami.


W Henningsvaer zobaczyliśmy tez chyba najładniej położone boisko piłkarskie na świecie. Nurtowało nas pytanie, jak zostało ono wykute w tej skale? Dookoła boiska na pobliskich skałach umiejscowiono stojaki, na których wiosną suszą się dorsze.

Środa, to szybki przelot do stolicy Lofotów- Svolvaer. Zrobiliśmy niewielkie zakupy i i ruszyliśmy dalej , w kierunku Trollfjordu. To kolejna niesamowita atrakcja na Lofotach. Niemal pionowe, ponad stu metrowe skały, robią niezapomniane wrażenie. Wąskie ujście Trollfiordu ma zaledwie 100 metrów szerokości. Zaparkowaliśmy przy malutkim pomoście lokalnej elektrowni wodnej. Brak zasięgu w telefonach , dzika przyroda, cisza i atmosfera wysokich gór to jest to, czego potrzebowaliśmy i po co tu przybyliśmy. Ryby? I tu nie było problemu z wyciągnięciem kilku z wody :) tym razem były to dorsze i makrele królewskie.

Czwartek, to zdecydowanie najciekawszy dzień pod względem nawigacyjnym. Trzeba było ruszyć o odpowiedniej godzinie , żeby przez wąskie cieśniny przepłynąć ze sprzyjającym prądem pływowym. My to dobrze wyliczyliśmy, więc 9-10 kt prędkości pozwoliło nam na zrealizowanie planu dnia. A jaki był ten plan? Jak zawsze, złowic rybę i dopłynąć do kolejnego ciekawego miejsca. Jak zaplanowaliśmy, tak i zrobiliśmy.
Risoyhamn nie oferuje może żadnej góry na wycieczkę, jest za to opcja skorzystania z sauny i fantastycznego miejsca na grilla. Sklep położony przy marinie jest bardzo przyzwoity – zaopatrzyliśmy się we wszystko, co niezbędne na końcowe etapy rejsu.
W piątek popłynęliśmy w dość długą drogę do Finnsnes, a w nagrodę czekała na nas mała, ale świetnie wyposażona marina.


Czym prędzej opuściliśmy pokład i ruszyliśmy w góry, do chaty z pięknym widokiem. W chacie można w rozpalić w piecyku – który ogrzeje i niewątpliwie doda klimatu. Ostatnia kolacja to…, a jakże, świeża rybka z grilla :) Grill skończył się o 23:00, dziwne uczucie kiedy idziesz spać, a ciągle świeci słońce…
Ostatni dzień – to ostatni przelot do Tromso, zlokalizowanego 160 nm na północ od Koła Podbiegunowego. Pewnym zaskoczeniem były dla nas temperatury – dwadzieścia i więcej stopni. W lipcu i sierpniu jest na to szansa, a średnia temperatura to 15 st. C.

Tromso to bardzo intrygujące miasto, liczne muzea, szlaki górskie , knajpki, sprawiają, że pobyt w nim to idealne zakończenie udanego rejsu. Wisienką na torcie jest, a jakże, sesja w należącej do mariny saunie.

Ten lipcowy tydzień na Lofotach to był przyjemny mix żeglowania, trekkingu i zwiedzania, pogoda nam dopisała, ryby też. To wszystko sprawia, że z przyjemnością co roku wracam na ten akwen i czekam, aby pokazać Wam, a także odkryć z Wami, kolejne niezapomniane widoki, ścieżki i fiordy. Zapraszamy na rejsy po Lofotach, z nami w 2024 roku!”

rejs po Lofotach rejs Lofoty rejs po Lofotach, widoki z góry norweski domek w starym stylu rejs Lofoty rejs po Lofotach

 

Autor: Skipper Łukasz Ziółkowski

newsletter - zapisz się